Azjatyckie kosmetyki ze śluzem ślimaka / MIZON

19:49

Śluz ze ślimaka w ostatnim czasie wciąż zaskakuje na rynku kosmetycznym, jego zastosowanie w pielęgnacji rozpętało się poniekąd silnym trendem na wzorowanie się azjatyckimi sposobami dbania o urodę.

Jak się okazuje, a sama miałam się okazję o tym przekonać, śluz ze ślimaka posiada bardzo wiele pozytywnych właściwości w oddziaływaniu na naszą skórę, można nazwać go wręcz specyfikiem uniwersalnym czy też wielozadaniowym.

Tutaj naprzeciw tym wszystkim moim wywodom i wstępom wychodzi marka MIZON udowadniając, iż zastosowanie składnika, o którym piszę jest możliwe zarówna w zakresie pielęgnacji dziennej, nocnej, ale i makijażu.


Aby nie pozostać gołosłowną przedstawię Wam tutaj jedne z głównych punktów działania śluzu ślimaka jakie zauważać możemy na skórze:
- ujędrnienie za sprawą obecnych w śluzie kolagenu i elastyny,
- odżywienie,
- delikatne złuszczenie martwego naskórka i rozjaśnienie cery za sprawą zawartego w nim kwasu glikolowego,
- wygładzenie i powstrzymanie działanie wolnych rodników (działanie antyoksydacyjne),
- niwelowanie przyciemnionych blizn potrądzikowych,
- łagodzenie poparzeń, trądziku, łuszczących się skórek.

Bardzo fajną alternatywą stało się to, iż śluz ślimaka stosowany jest nie tylko w kosmetykach pielęgnacyjnych, jakie spotykałam do tej pory, ale także kolorowych zachowujących w takim przypadku właściwości odżywcze, ochronne i regeneracyjne.

Tak stało się tutaj w przypadku kosmetyku Mizon jakim jest Krem BB SPF 32, a dokładniej wielozadaniowy balsam tonujący mający zapewniać nam właśnie wyrównanie kolorytu cery, dbanie o nią podczas dnia dzięki zawartości silnie regeneracyjnego składnika jakim jest śluz ślimaka, a także ochronę przed niekorzystnym działaniem promieni słonecznych.

Krem oczywiście stosuję na dzień, już niewielka ilość wystarczy na dokładne pokrycie całej twarzy

Odcień jest dosyć jasny, obecnie jestem z niego bardzo zadowolona, gdyż moja cera osiągnęła zenit rocznej bladości i aż woła o kilka promyków słońca, niemniej jednak jestem ciekawa jak produkt zachowa się na skórze muśniętej słońcem - jak na razie świetnie stapia się z odcieniem mojej cery, pomimo tego, że jest delikatnie porcelanowy jak na kosmetyk dostosowany do standardów i ideałów azjatyckich przystało ;).

Krycie przy mojej mało problemowej, względnie gładkiej, jednak z wieloma zaczerwienieniami cerze jest wystarczające, rzekłabym nawet, że jak na krem BB silne.
Produkt bez problemu wyrównuje koloryt cery, delikatnie ją rozjaśnia,  nadaje świeżości i blasku bez uczucia i wizualnego dostrzegania maski.

Moja wrażliwa, sucha skóra jest nawilżona przez cały dzień, produkt nie wymaga użycia pod siebie kremu nawilżającego, gdyż jego funkcję spełnia właśnie on sam. Zdarzyło mi się jednak także i zastosowanie pod niego żelu/kremu Mizon przedstawionego poniżej i efekt był podobnie fajny, bez zbędnego błyszczenia, a z odpowiednim poziomem odżywienia cery nawet w makijażu.

Bardzo dużym atutem kremu jest zawartość 45% śluzu ślimaka już na pierwszym miejscu w składzie, niemniej jednak dalej nie jest już tak przyjemnie, ponieważ zauważyć można składniki typowe dla tradycyjnych podkładów.
Podsumowując rozważania o tym produkcie - skuteczność jest na wysokim poziomie niemniej jednak skład ciągnie się w nieskończoność, a ja jestem zwolennikiem tych krótszych a bardziej treściwych. Pocieszające jest to, że ślimaczy śluz zajmuje tutaj niemalże połowę pojemności także zostało nieco mniej miejsca na silikony i PEGi.
W momencie przerwy w stosowaniu minerałków (muszę się do nich nieco opalić, gdyż wybrałam dosyć ciemne) taki Krem BB bardzo fajna alternatywa na wpół naturalna... - no z tym stwierdzeniem to  chyba przegięłam ;).

Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 70 zł



Żel/Krem ze śuzem ślimaka Mizon stosuję głównie na dzień, jako że posiada bardzo dużą ilość śluzu ze ślimaka uważam, go za bombę odżywczo regeneracyjną dla mojej skóry
Produkt ten zawiera w swoim składzie silikon, jednak jeżeli chodzi o zastosowanie w ciągu dnia i pod makijaż tradycyjny nie przeszkadza mi to, gdyż pełni dodatkową formę ochronną. Może uda mi się pogodzić go także z minerałami, ale nie wiem czy nie skłóci mi się to ideowo, gdyż pudry mineralne z reguły pozwalają skórze oddychać, a silikon zawarty w kremie może delikatnie to zaburzyć - nie chcę z tym przesadzać, a więc zobaczę jak to się uda zgrać.

Krem ma bardzo lekką, żelową konsystencję - już teraz bardzo fajnie posłużył mojej cerze w czasie cieplejszych, wiosennych (a temperaturowo nawet letnich) dni. 
Dobrze stapia się z makijażem tradycyjnym, ale także świetnie współgra z kremem BB tej samej marki opisanym powyżej.

Jestem zadowolona z poziomu nawilżenia, doraźnego wygładzenia oraz uelastycznienia cery, która pod makijażem wygląda bardzo dobrze i nie przejawia powstawania suchych skórek.

Pojemność: 45 ml
Cena: ok. 30 zł



Wielozadaniowy, naprawczy krem do twarzy ze śluzem ślimaka Mizon stał się moim wspomagaczem w pielęgnacji nocnej. 
Jako osoba delikatnie i stopniowo przyzwyczajająca się wraz z nadejściem wiosny do przejścia na lżejsze kosmetyki niż oleje i tłuste serum czy tłuste kremy w początkowych chwilach 'współpracy' z produktem odczułam lekko niższy poziom nawilżenia, niż ten jaki otrzymywałam od innych produktów z olejkami w składach. Stan taki utrzymywał się kilka nocy zaraz po użyciu i wchłonięciu się kremu, miałam wrażenie że znika on z mojej suchej cery i mam potrzebę zastosowania większej ilości, jednak pomimo takich odczuć w chwilę po aplikacji to na ogromną korzyść kremu przemawiał stan cery o poranku. Budząc się rano i spoglądając w lustro, dotykając twarzy miałam/mam pewność, że ten krem daje jej to czego potrzebuję i to w postaci tak mało treściwej konsystencji - skóra jest miękka, gładka i w żadnym wypadku nie jest ściągnięta, a wręcz odprężona.

Krem zadziałał tak przyjemnie, że po pewnym czasie postanowiłam go stosować także na dzień tyle, że punktowo w miejscach zaczerwienień, przyciemnień widocznych na twarzy, które pod jego wpływem, może nie tyle co zniknęły, ale wydają się choć nieco bledsze.

Pojemność: 35 ml
Cena: ok. 60-70 zł



Wszystkie z przedstawionych produktów starałam się i staram stosować regularnie i w tym samym czasie, aby opisać Wam jaki i czy w ogóle zauważyłam jakieś dalekosiężne efekty na mojej cerze.

Tak więc, w odpowiedzi na wszelkie wątpliwości dotyczące kosmetyków azjatyckich, które przechodzą obecnie swój rozkwit na polskim rynku, wyrażam swoją opinię dotyczącą stosowania całej serii tych wybranych przeze mnie:
Dzięki zastosowaniu kosmetyków ze śluzem ślimaka Mizon moja cera jest w całkiem dobrym stanie, od jakiegoś czasu jest mało kłopotliwa jeżeli chodzi o wypryski, jednak z końcem zimy zauważyłam ogromny spadek jej witalności, którą podtrzymywałam kremami o doraźnym działaniu upiększającym. 

Jeżeli chodzi o zastosowanie ślimakowych kosmetyków jestem przekonana, że sprawdzą się one u niejednej osoby, z suchą skórą taka jak moja, gdyż faktycznie pozwalają na osiągnięcie efektu rozjaśnienia, wzmocnienia, wygładzenia i ogólnej poprawy stanu cery.

Kosmetyki te nie uczuliły mnie, nie wywołały żadnych podrażnień mojej wrażliwej suchej cery, a wręcz łagodziły.

Co myślicie o tej modzie na azjatyckie kosmetyki? Skusicie się? :)

Pozdrawiam po długiej nieobecności powodowanej pracą nad realizacją marzeń, Strudelka :):):):)

You Might Also Like

16 komentarze

Subscribe