Pielęgnacja pod lupą - Jak dbać o długie włosy

18:37

Włosy zawzięcie zapuszczam od dwóch lat. W tym poście chciałabym zawrzeć mój sposób na ich skuteczną pielęgnację, radę jak z nimi nie zwariować, jak oprzeć się pokusie ścięcia, jak i element ich "historii".


Pierwsze próby pokrycia ciemną farbą rozjaśnianych u fryzjera włosów były marne w skutkach, kolor szybko się wypłukiwał dając efekt matowych, sianowatych kosmyków. Dopiero coraz to nowsze koloryzacje w domu przy pomocy drogeryjnych środków przynosiły bardziej pożądany efekt.


Gdy w końcu stałam się na nowo brunetką na tle ciemnej barwy włosów rozdwojone, białe końcówki świeciły na odległość. Decyzja - ścięcie końcówek. Wszyscy wiemy jak to się kończy - 20 cm spadło z mojej głowy.


Po ich wydaniu blond wołały wręcz o ratunek, po trwałym przefarbowaniu na mój "naturalny" ciemny kolor zaczęła się akcja reaktywacja!
Dwa lata temu: zdecydowałam - zapuszczam włosy odżywiając je przy tym do granic możliwości!
I tak się zaczęło.


1) Olejowanie włosów.
Do tego używam wszelkiego rodzaju olejków: kokosowego organicznego (Biochemia Urody), ze słodkich migdałów, oliwy z oliwek, olejku dla kobiet w ciąży Babydream z Rossmana, którą łączyłam wraz z olejem rycynowym (dla uzyskania lżejszej formuły/konsystencji).
Takie oto mikstury wcierałam nawet w skórę głowy, wykonując krótki masaż, aby cebulki czuły się pobudzane do wzrostu. Nie zapominałam o końcówkach!
Oleje nakładałam na całą długość włosa. 
Najbliżej skóry głowy i na nią najczęściej lądowała mieszanka z olejem rycynowym gdyż ma on właściwości pobudzające włosy do wzrostu i przyciemniające (co mój naturalny odrost dopasowywało do koloru po farbowaniu - tym sposobem unikałam częstego farbowania kosmyków).

Takie specyfiki w najgorszym okresie moich włosów trzymałam nawet całą noc, zakładając materiałowy czepek - nie chcieli byście mnie wtedy widzieć ;), w sytuacji mniej awaryjnej wystarczało pół godziny i efekt był widoczny.

Zaznaczam tu - nie mam tendencji do szybkiego przetłuszczania się włosów. 
Jeżeli występuje problem tłustego łupieżu bądź po prostu silne przetłuszczanie włosów polecam nakładanie oleju do połowy długości włosa poczynając od końcówek - budowa włosa pozwala mu na rozprowadzenie produktu wzdłuż całej jego długości tak jakby go zasysał ;).

Po zabiegu olejowania włosy są błyszczące, gładkie, a końcówki nie sterczą jak miotła. Niestety czasem gdy położona mieszanka olejów jest zbyt gęsta ciężko ją wymyć i włosy mogą wydawać się obciążone.







2) Moim odkryciem jest wcierka JANTAR
(Farmona), która ma niezwykle korzystny skład, w dużej mierze złożony z naturalnych olejków i ekstraktów przez co stymuluje i przyspiesza porost włosów.
Poza tym jego zapach przypominający wodę kolońską - dla mnie jest bardzo przyjemy i po użyciu mam wrażenie doskonałego odświeżenia włosów. 
Najczęściej wcieram ją zaraz po umyciu w skórę głowy, daje jej szansę się wchłonąć i suszę włosy, bądź pozostawiam do naturalnego wyschnięcia, w sytuacji gdy nakładam na mniej "świeże" włosy robię to głównie przed snem.


3) Do mycia włosów używam zazwyczaj drogeryjnych szamponów. Wbrew pozorom czasem można natknąć się na całkiem dobry skład np. GlissKur Oil Nutritive do włosów rozdwajających się czy cała gama szamponów Alterra. W tego typu produktach nie da uniknąć się w pełni składników spieniających, które często przesuszają skórę głowy (SLS), ale skład powinien zawsze przewidywać coś co neutralizuje ich działanie. Myślę, że obecność olejów (np. olej arganowy) czy towarzystwo innych substancji nawilżających jak d-pantenol, keratyna także pozwala nieco złagodzić ich wysuszające działanie. 
Dla wygładzenia łuski włosa i nadania mu blasku i zdrowego wyglądu wskazany jest także gdzieś tam w składzie kwas cytrynowy (Citric Acid) - Jak wiadomo kwasy tego typu zamykają łuski włosa dzięki czemu uzyskujemy połysk
Innym sposobem na uzyskanie połysku jest dodawanie do ostatniego płukania włosów odrobiny octu winnego bądź jabłkowego.


4) Delikatne farbowanie przy użyciu farb z dodatkiem ziół, chny, henny pozwala odświeżać i ożywiać kolor bez agresywnej ingerencji w pigmentacje włosa. 
Ja używam Henny firmy Venita, jest tania (8zł), łatwa w aplikacji, ładnie pachnie oraz co najważniejsze nie wnika wgłąb łusek włosa tylko okleja go. To wszystko daje efekt grubszych, zdrowych włosów... Nie na długo jednak, bo efekt spektakularny utrzymuje się zaledwie tydzień, a kolor wypłukując się z każdym myciem brudzi ręczniki, dla mnie jednak nie jest to duży minus.



5) Lekkie odżywki w sprayu pozwalają na uzyskanie szybkiego efektu niewielkim wkładem pracy. Testowałam naprawdę wiele, ale na wspomnienie zasługuje ta z Marion Jedwabna Kuracja - Błyskawiczna odżywka rozświetlająca włosy w kolorze różowym. Dzięki niej włosy łatwo się rozczesują, błyszczą, są miękkie w dotyku, lekkie i pachnące - czego chcieć więcej.
Warto sprawdzić także całą serię odżywek w sprayu GlissKura (z olejem arganowym, płynnym jedwabiem, tę dodającą objętości) mają przyjemne składy, bogate składniki pojawiają się tuż na początku składu.
O dziwo mi nie posłużyła jedynie ta z płynnym jedwabiem. Myślałam, że jest bardzo podobna do tej, przed chwilą opisywanej - też właśnie na bazie jedwabiu, różowa. Powodowała, że moje włosy robiły się sianowate i ciężkie do rozczesania.

6) Maska do włosów z proteinami mlecznymi (Crema al Latte bądź Dolce Latte) zawładnęła moimi zmysłami już dawno! Sam zapach jest smakowity, a efekt odżywienia jaki daje jest godny pochwały. Włosy są nawilżone, pachnące i lejące.


7) Zapomniana już maseczka do włosów na bazie jajka, soku z cytryny i oleju rycynowego gości u mnie rzadko, lecz gdy już zmobilizuje się do jej wykonania nie żałuje efektu. Samo zrobienie i trzymanie na głowie wątpliwie przyjemnej maseczki nie zachęca jednak warto.

8) Picie pokrzywy od dawna uznawane jest za silny bodziec do ich wzrostu. Wspominała o nim nawet moja babcia. Warunkiem uzyskania efektów, jak w przypadku większości naturalnych sposobów naturalnych i stosowania ziół, jest wytrwałość. Muszę przyznać, że jeszcze nie zmobilizowałam się do regularnego picia wywaru z pokrzywy, ale raz w tygodniu jest to punkt obowiązkowy. Silnie wierzę, że to działa! :)

Jak nie zwariować z długimi włosami?

Przyklejają się do ust muśniętych pomadką, owijają się w koło szyi nocą, wchodzą w zamek od kurtki, przygniatasz je paskiem do torebki, latem grzeją w kark. 
Co z tym zrobić!?

1) Wieczorem przed snem zapleć luźny warkocz. Jest to bardzo zdrowa forma fryzury dla włosów i skóry głowy. Nic nie ugniata gdy leżysz na plecach, pasma nie są naciągnięte tak jak w kucyku, unikasz bólu cebulek włosa, a co NAJWAŻNIEJSZE nie duszą Cię podczas snu w szyję, nie plączą się po twarzy.

2) "...ale mam chęć na odmianę... pójdę do fryzjerki. Niiieeee, po co ja to zrobiłam!" To mój tradycyjny scenariusz, dlatego aby uniknąć chęci na zmianę poprzez ścięcie często odświeżam kolor, testuje różne fryzury (fajna jest taka która imituje krótkiego boba). To zaspokaja moje zapotrzebowanie na zmiany.

3) Latem noś lekkie upięte fryzury, bałagan na głowie jest modny, także jeżeli nie masz wybitnych zdolności fryzjerskich nie panikuj. Unikniesz w ten sposób szalika z włosów w upalny dzień i strąków włosów na wilgotnym ciele.


Dziś moje włosy są długie i silne, wciąż walczę z lekko rozdwajającymi się końcówkami, ale to już niewielki problem. Na końcówki użyć można kosmetyku nawet nafaszerowanego silikonami, nie zaszkodzi to w tym miejscu, gdyż włos nawet zaraz po wyrośnięciu z głowy jest martwy.

Jak wy dbacie o swoje kosmyki?
Wolicie długie czy krótkie?

You Might Also Like

0 komentarze

Klikaj dla potrzebujących:

Subscribe